Jak być wdową "po kimś"
Nie będąc wdową po literacie, dyplomacie czy wojskowym, ma pani jeszcze szansę zachowania wysokiej lokaty towarzyskiej, kreując rolę wdowy „po kimś". W odróżnieniu od wdowy „po nikim", na którą zarówno aktualne, jak i przyszłe wdowy nie zwracają żadnej
uwagi, wdowa „po kimś" budzi ich ogromne zaciekawienie i jeśli tylko potrafi pani dobrze tę rolę odegrać, żadne liczące się spotkanie towarzyskie nie będzie wprost mogło się bez pani obyć. Kreując tę rolę musi pani pilnie przestrzegać następujących zasad:
□ Nigdy ani na trzeźwo, ani w stanie najwyższego nawet podniecenia, obojętne: alkoholowego czy erotycznego, ani przez sen, ani w jakichkolwiek innych sytuacjach, sama, z własnej woli, nie wspomina pani nieboszczyka.
□ Na zadawane pani pytania dotyczące nieboszczyka nigdy nie odpowiada pani wprost. I tak np. zapytana, czy jest pani skoligacona z jakąś rodziną, która nosi znane, identyczne co pani nazwisko, odpowiada pani krótko: „W pewnym sensie". Jeśli pytający kojarzą zmarłego z dyplomacją, mówi pani: „No cóż, nie będę ukrywać, jeździło się niemało". Jeśli kojarzą z ziemiań-stwem, odpowiada pani: „Było, przeszło, po cóż to wspominać". Jeśli kojarzą ze słynną amerykańską rodziną milionerów, mówi pani: „Cóż pieniądze? To jeszcze nie wszystko" — itd., itd.
□ Zapraszana na przyjęcie, godzi się pani przyjść dopiero po lekkim wahaniu, ujawniając w ten sposób, że zapraszający mają obowiązek traktować pani wizytę jako wyróżnienie. Wahanie to uzewnętrznia pani w następujący sposób: „W sobotę u was? To bardzo miłe z waszej strony, chociaż zaraz, zaraz, sobota, sobota, nie będę przed wami ukrywała, że termin ten jest dla mnie nieco kłopotliwy, ponieważ obiecałam ambasadorowi angielskiemu, który od miesięcy już nalega, że wpadnę do niego na party, jaką dla mnie urządza. Ale cóż, jesteście tak mili, że niech sobie ambasadorunio jeszcze trochę poczeka".
□ Przyjmując zaproszenia, mówi pani zawsze o konieczności natychmiastowego rewanżu z pani strony, ale nigdy pani do niego nie doprowadza. Zawsze w ostatniej chwili uniemożliwia go pani: pękniecie rury i zalanie mieszkania wodą, przyjaciółka, którą nagle zabrano do szpitala, przyjazd kuzyna z Paryża, remont domu lub konieczność wyjazdu jako świadek do Krakowa na ślub jednego z potomków rodziny Radziwiłłów (w najgorszym wypadku Potockich).
Kreując rolę wdowy „po kimś", ma pani szansę na jednym ze spotkań towarzyskich bardzo szybko spotkać „kogoś", kto nie zawaha się poprosić pani o rękę. Jeśli tylko, nie nauczona własną kreacją, ulegnie pani temu „komuś", ma pani szansę za parę — w najszczęśliwszym wypadku — za paręnaście lat znów odgrywać rolę wdowy „po kimś".