Jak demonstrować wyrzuty sumienia?
Nic bardziej nie podnosi pani rangi w oczach pana niż jego głębokie przekonanie, że każdą zgodę na jego propozycję przepłaca pani szaloną walką wewnętrzną, której źródła leżą w ogarniających panią wyrzutach su-mienia. Pamiętając o tym, nigdy nie przystaje pani na propozycję pana natychmiast, ale dopiero po jakimś cza-sie, najlepiej wtedy, kiedy w wyniku sceny, jaką urządzi pani panu, jest on już prawie pewny, że wszystko stra-cone i że o przekonaniu pani nie może być nawet mowy.
I tak, jeśli starający się o pani względy pan wręcza pani z okazji imienin pierścionek, najpierw przez chwilę ogląda go pani milcząco, a potem oświadcza pani: „Pięk-ny pierścionek (mówi pani tak bez względu na to, czy pierścionek podoba się pani, czy nie!), ale nie jestem pewna, czy mam prawo przyjmować takie prezenty!" Kiedy pan natychmiast zacznie przekonywać panią, że oczywiście tak, pozwala mu się pani wygadać, po czym zauważa pani, bez względu na to, jakiej argumentacji użył pan, przekonując panią: „To wszystko prawda, ale sam rozumiesz, że taki prezent zobowiązuje, a ja nie je-stem pewna, czy mam prawo do czegokolwiek się zobo-wiązywać". Jeśli sprowokowany tym oświadczeniem pan wreszcie się oświadczy, demonstrację wyrzutów sumie-nia może pani szczęśliwie przerwać. Jeśli się nie oświad-czy, ciągnie pani demonstrację wyrzutów sumienia dalej, coraz bardziej je zaostrzając. Na uwagę pana, że taki pierścionek to tylko drobnostka, odpowiada pani: „Jak dla kogo. W naszej rodzinie do takich prezentów zawsze przywiązywano głębsze znaczenie, ale nie zrozum tylko, że to jest jakakolwiek aluzja z mojej strony". Jeśli i tę
aluzję puści pan mimo uszu, stwierdzając, że w jego ro-dzinie takiego głębszego znaczenia do prezentów nie przywiązywano, odpowiada pani natychmiast: „No tak, ale nie ja tobie daję pierścionek, tylko ty mnie i ja będę musiała się w domu z niego tłumaczyć. I co ja powiem? Jak uzasadnię fakt, że go przyjęłam od ciebie? Na jakie uwagi i aluzje narażę się? Czy ty uświadomiłeś sobie w ogóle, w jakim świetle postawiłabym siebie i ciebie, przyjmując ten pierścionek?" — itd., itd. Po dziesięciu minutach stopniowania wyrzutów sumienia, nie zauwa-żając — niestety — pożądanej reakcji pana, łamie się pani i wkładając pierścionek na palec rzuca pani jak gdyby od niechcenia: „No, co ja mam z tobą zrobić, zawsze postawisz na swoim".
Kiedy spotyka się pani z panem sam na sam w jego mieszkaniu, najlepiej, jeśli wykorzysta pani do wyrzutów sumienia jakiś zauważony w pokoju rekwizyt. Jeśli szczęśliwie jest nim fotografia pani domu, stojąca w ramce lub też w pośpiechu tak niedbale wsunięta przez pana między książki, że odkrywa ją pani natychmiast, mówi pani: „Jaka to piękna kobieta!" Bez względu na to, czy pan w odpowiedzi potwierdzi, że piękna, czy też zaprzeczy, ciągnie pani dalej: „Czy ja mam prawo krzywdzić tak piękną kobietę? Na pewno kocha cię i jest do ciebie szalenie przywiązana. A ty co?" Wiedząc dokładnie, co pan pani odpowie, nie musi pani czekać, aż skończy, tylko najdalej po drugim zdaniu przerywa mu pani i słowami: „Oj, wy, mężczyźni, mężczyźni" kończy pani demonstrację wyrzutów sumienia. Gdy re-kwizytem jest nie fotografia, tylko jakiś bibelocik, to jeśli pan lekkomyślnie potwierdzi, że należy on do żony, mówi pani: „Na pewno jest do niego szalenie przywią-zana, zupełnie tak samo jak do ciebie. A ty co?" — itd., jak w wypadku fotografii. Jeśli natomiast pan przyto