Jak robić panu scenę zazdrości
W odróżnieniu od scen docelowych, jakie pani robi panu (chodzi np. o: pieniądze na dywan, dwóję z zacho-wania, którą przyniósł syn, ponieważ pan za mało się nim zajmuje, itd.), sceny zazdrości robi pani na wszelki wypadek — zapobiegawczo. Czekanie bowiem ze sceną zazdrości aż do jakiejś konkretnej przyczyny (gdy na przykład, wróciwszy niespodziewanie do domu, stwierdzi pani, że nie można się umyć, bo w łazience kąpie się właśnie jakaś inna pani) nie ma większego sensu, ponieważ po pierwsze może się pani takiej sytuacji w ogóle nigdy nie doczekać, a po drugie — jeśli się pani doczeka — na scenę zazdrości jest już wtedy przeważnie za późno.
Do robienia scen docelowych wybiera pani zawsze moment najkorzystniejszy dla osiągnięcia zamierzonego właśnie celu. I tak jeśli na przykład tematem sceny są pieniądze, najkorzystniejszym momentem będzie chwila, kiedy pan, najedzony i wyspany, postanawia poświęcić pięć minut na rozmowę z rodziną. Jeśli tematem sceny jest wychowanie syna, momentem najkorzystniejszym będzie chwila powrotu pani z wywiadówki — itd., itd. Natomiast dla zrobienia sceny zazdrości korzystny jest każdy moment w ciągu dnia i nocy, przy czym im mniej w danej chwili pan się takiej sceny spodziewa, tym scenę taką ma pani prawo uważać za bardziej udaną.
Wreszcie, w odróżnieniu od scen docelowych, które kończą się natychmiast w momencie uzyskania przez panią zamierzonego konkretnego celu, sceny zazdrości nie powinny praktycznie kończyć się nigdy. I tak na przykład kładąc się spać zauważa pani krótko, że od
pewnego czasu jest pan o wiele mniej czuły dla pani niż przedtem, przyczyn zaś tej mniejszej czułości długo się pani domyślać nie musi. Jeśli pan natychmiast oburzy się, że są to niczym nie uzasadnione insynuacje, prze-rywa pani scenę aż do chwili pierwszego przebudzenia się w nocy. W tym momencie budzi pani natychmiast pana i opowiadając mu swój sen, w którym pan cynicznie panią zdradzał, żąda pani natychmiastowych wyja-śnień w tej sprawie. Jeśli pan znów oburzy się twierdząc, że sen ten nie ma żadnego odpowiednika w życiu, zasypia pani bez komentarzy i w ciągu nocy powraca pani tyle razy do tej sprawy, ile razy się pani obudzi. Rano, przed wyjściem pana do pracy, upewnia się pani, czy dziś znów spóźni się na obiad, tak jak to zrobił trzy mie-siące temu, kiedy pod pretekstem zebrania miał zapewne jakąś randkę. Jeśli pan, już po raz setny, wyjaśni pani, że naprawdę był wtedy na zebraniu i że może na to przedstawić świadków, przerywa pani scenę na co naj-mniej dwie godziny, aby następnie zadzwonić do biura w celu upewnienia się, czy pan jest u siebie. Jeśli jest u siebie, daje to pani okazję do postawienia pytania, czy na pewno jest u siebie sam (pytanie to stawia pani nie-zależnie od tego, czy pan na co dzień, w pracy, siedzi w pokoju sam, czy też z dwudziestoma innymi jeszcze kolegami). Jeśli pana nie ma, ponieważ wyszedł coś za-łatwić, daje to pani świetny pretekst do zapytania go za następne dwie godziny już nie tylko, czy jest sam, ale również, gdzie był naprawdę, kiedy go nie było, po-nieważ rzekomo wyszedł coś załatwić. Po powrocie pana do domu fakt, że rozmawiała pani z nim przez telefon w ciągu dnia kilkakrotnie, zupełnie nie przeszkadza pani w postawieniu panu zasadniczego pytania, dlaczegóż to nie mogła się pani dziś przez cały dzień do niego dodzwonić, ponieważ albo był nieobecny, albo telefon był przez niego zajęty na wiadome rozmowy. Po południu, kiedy pan wstanie z poobiedniej drzemki, nie ukrywa pani przed nim, że dobrze wie, co miały oznaczać te tajemnicze, milczące, kiedy pani podnosiła słuchawkę, telefony, które w czasie drzemki pana powtarzały się niemal bez przerwy. Wieczorem natomiast, zanim znów przed zaśnięciem stwierdzi pani, że pan jest o wiele