Polecamy

- laptopy
- reklama w Internecie
- kosmetyki
- wyłączniki
- Docieplenia
- kwasy omega 3
- skutki palenia
- medycyna naturalna
- Wrzody
- FORUM Wszystko o elektronarzędziach

A A A

Jak się chwalić sklerozą?

Dopuszczona do życia towarzyskiego przez zięcia, synową albo wnuków, a nawet, w szczególnie korzystnych wypadkach, stanowiąc ozdobę tego życia, nie powinna pani udawać ani ich rówieśnicy, ani tym bardziej młodszej koleżanki. Zięć nie oczekuje od pani podrywania jego szefa, którego postanowił zaprosić (nawet jeśli różnica wieku między panią a nim jest niewielka), synowa nie pragnie pani pośrednictwa we flircie z interesującym ją gościem, wnuki zaś nie żądają, aby dotrzymała im pani kroku w konsumpcji alkoholu. Wprost przeciwnie: udział pani w życiu towarzyskim ma zapewnić im jedynie atrakcje i niespodzianki właściwe pani wiekowi. Pamiętając o tym, nawet wtedy, gdy mimo swego wieku dysponuje pani znakomitą pamięcią i absolutnie niczym nie zakłóconą umiejętnością formułowania sądów, zachowuje się pani tak, jak na zupełnie starszą panią przystało. I tak na przykład, jeśli na obiad do zięcia przyszedł z wizytą szef z żoną, zaraz po prezentacji prosi go pani o powtórzenie nazwiska, tłumacząc się słabym słuchem, a gdy gość spełni pani życzenie, pyta go pani natychmiast, z których on właściwie jest, ponieważ jeszcze przed wojną znała pani dwie rodziny o takim samym nazwisku: jedna, ziemiańska, żyła na Podolu, natomiast druga mieszkała w Poznaniu i on był rotmistrzem kawalerii. (Jeśli szef zięcia wyda się pani od pierwszego wejrzenia sympatyczny, dopasowuje mu pani rodziny bogate względnie dobrze urodzone, przy czym może ich być trzy albo cztery — ile tylko fantazja pani podpowie. Jeśli szef zięcia od pierwszego wejrzenia wyda się pani niesympatyczny, to albo przypomina pani sobie tylko| jedną rodzinę drobnego kupca w miasteczku powiatowym w Kongresówce, albo wręcz stwierdza pani, że nazwisko to w ogóle pani nic nie mówi.) Gdy szef zięcia przyzna się do którejś z wymienionych przez panią rodzin, to jeśli jest sympatyczny, mówi pani: „Bardzo się cieszę, byli to ludzie ogromnej zacności". Jeśli natomiast szef nie wzbudził pani sympatii, stwierdza pani: „Nasza gosposia z majątku kupowała u nich czasem guziki i gumę do majtek". Gdyby po takiej wypowiedzi zięć albo synowa zaczęli szefa gorąco przepraszać, tłumacząc mu, że „nasza babcia ma już niestety daleko posuniętą sklerozę", w żadnym wypadku pani nie protestuje, tylko, puszczając to wyjaśnienie mimo uszu, czeka pani na kolejną okazję, przy której sklerozę tę będzie pani mogła znów w pełni zademonstrować. Długo czekać pani nie musi, ponieważ okazja nadarzy się już przy zupie. Na stwierdzenie żony szefa, że „zupa jest bardzo smaczna", odpowiada pani: „Gdyby dzisiaj mieć wszystkie przedwojenne przyprawy, byłaby jeszcze smaczniejsza, przynajmniej taka, jak «Pod Bachusem* na Nowogrodzkiej. Chyba paru pamięta?" Na delikatną uwagę córki, że pani szefowa nie może tego pamiętać, gdyż jest za młoda, przywołuje ją pani do porządku stwierdzeniem: „Ja też jeszcze nie jestem stara, a pamiętam". W czasie przystawek i zupy ogranicza się pani w zasadzie tylko do drobnych wejść w rodzaju: „Kiedy tak na pana patrzę, zupełnie przypomina mi pan nieboszczyka notariusza ze Stanisławowa. Może pan go przypadkiem znał? Porządny był człowiek, ale niech pan sobie wyobrazi, jak tragicznie skończył — wpadł pod pociąg pod Kołomyją". Zwracając się zaś do żony szefa, mówi pani: „Kiedy byłam na pensji u sióstr nazaretanek, nasza przełożona nosiła to samo imię, co pani. Ale to hyba nie mogła być pani. Tamta była o wiele szczulejsza". Dopiero w czasie pieczystego, najlepiej w momencie, kiedy syn lub zięć wznosi już któryś kolejny toast za zdrowie szefa, pozwala pani sobie na wejście większego formatu, pytając: „Słuchaj, syneczku, a kim właściwie są ci państwo, których dzisiaj gościmy na obiedzie?" Jeśli w tym momencie rodzina albo goście zachłysną się, obojętnie, czy wódką, czy indykiem, kwituje pani swój pełny sukces uwagą: „Zaraz, zaraz, coś sobie przypominam. Opowiadałeś przecież, że trzeba za-prosić kogoś na obiad, żeby przyspieszyć sprawę twojego awansu". Tą kwestią, nie chcąc sprawić wrażenia osoby zbyt nachalnej, z zadowoleniem kończy pani odgrywać rolę osoby z daleko posuniętą sklerozą, dostarczającej gościom i domownikom wielu znakomitych atrakcji. Na nową okazję nie będzie pani musiała długo czekać. Zięć i synowa, kategorycznie zarzekając się po tym przyjęciu, że nigdy nie posadzą pani z ich gośćmi przy stole, na pewno już w najbliższej przyszłości stworzą nową nie mniej korzystną okazję, która pozwoli pani zademonstrować swoją „niestety daleko posuniętą sklerozę".